Centrum uwagi mieszkańców handlowego miasta Pesaro nie były, tym razem, przybywające do miast towary, i te wywożone z niego w dalekie lądy. Pesaryjczycy pokazywali sobie palcami i szeptem komentowali marynarzy floty wojennej.
Ci uwijali się pracowicie ładując na statki skrzynie z prowiantem, zapasowym płótnem, linami i deskami oraz kulami armatnimi jak również tymi do broni ręcznej. Pakowano także skrzynie z dodatkowymi arkebuzami, pistoletami, muszkietonami i wszystkim co strzelało ołowiem. Wszystko to wskazywało na jedno: długa wyprawa.
Całego procesu doglądał Wielki Admirał, baron Maurycy Orański. Jego wzrok, ostry i chłodny, przesuwał się po potężnych sylwetkach okrętów kołyszących się na redzie.
Trzonem sił przygotowywanych do wypłynięcia była Eskadra Sirio. Najbliżej Wielkiego Admirała, stał potężny galeon „Biały Krzyż”. To on został wyznaczony na okręt flagowy całej formacji, a jego szeroki pokład rufowy czekał na to, by Maurycy Orański osobiście na nim stanął by objąć dowodzenie.
W linii bojowej tuż za flagowcem stały dwa kolejne, ciężkie galeony: „Stanislaw von Tauer” oraz „Rossetti”. Ich rzędy dział burtowych gwarantowały, że w bezpośrednim starciu Eskadra Sirio będzie w stanie zmiażdżyć każdego przeciwnika.
Wokół ciężkich kolosów stały "oczy floty" – dwie szybkie, smukłe pinasy: „Spettro” i „Ravolti”. To one miały płynąć w awangardzie, wyszukując cele i osłaniając flanki. Całość ugrupowania Sirio zamykała pękata fluita „Ritorsione”, cięższa od pinas, dobra do ogniowego wsparcia galeonów.
Bardziej głębi portu stały trzy kolejne galeony. W skład grupy wchodził „Monte Christo”, pełniący rolę flagowca eskadry Casipoeia, od której zespół został odłączony, oraz „Ponte Bianco”, jak również „Toicano”.
Gdy słońce w pełni oświetliło zatokę, Maurycy Orański wkroczył po trapie na pokład „Białego Krzyża”. Powitał go ogłuszający dźwięk bosmańskich świstków i prezentująca broń piechota morska. Admirał wszedł na mostek, stając przy mosiężnym relingu.
Spojrzał na zgromadzone wokół niego jednostki. Na masztach „Białego Krzyża”, „Monte Christo” i pozostałych jednostek trzepotały dumnie bandery Księstwa Urbino.
– Panowie oficerowie! – głos Maurycego, wzmocniony marynarską tubą, poniósł się ponad wodą, docierając na sąsiednie pokłady. – Te okręty to stalowa pięść naszej ojczyzny, wykuta w tutejszych dokach! Morze przed nami jest otwarte, a my płyniemy pokazać że przyjaźń nasza z Polską i Litwą jest wieczna!
Odwrócił się do kapitana flagowca.
– San Crescentino e avanti Urbino! Podnieść kotwice! Rozwinąć żagle! Kurs na Nową Kurlandię!


