Dywizja małopolska - narracja
Ostatnie dni dla dowódcy Benedykta Orańskiego nie były zbyt pomyślne. Na początek zdyscyplinowanie załogi, która umyśliła sobie, iż będąc na tyłach nie musi przestrzegać aż takdyscypliny. Na szczęście autorytet dowódcy i pomoc bliskich współpracowników pomogły zaprowadzić ład i dyscyplinę. Skończono z włóczęgostwem poza obozem, hazardem, pijaństwem, potyczkami po pijanemu co kończyło się ranami czasem nawet poważnymi. Wprowadzono obowiązkową gimnastykę, musztrę, a także wspólne modlitwy i nabożeństwa dla wierzących każdeho wyznania i obrządku.
Innym problemem był brak meldunków. Co niepokoiło Benedykta. - Podejrzana ta cisza - pomyślał sobie. Zawezwał dwóch najbardziej zaufanych ludzi - Pawła Machalicę i Janusza Napierskiego do zbadania tej sprawy. Mieli za zadanie rozejrzeć się po okolocy i popytać czy nie widziano jakiś gońców z wiadomościami. Po kilku dniach przybyli z raportem o likwidacji właścicela karczmy, który sprzedał się tatarom i otruwał gońcow zatrzymujących się tam. Znaleziono w jego schowku list od jednego z pułkowników tatarkich, który miał okazać w trakcie najazdu dla ocalenia życia oraz zaginione raporty. Za karczmą w dole leżały tupy otrutych gońców, które karczmarz starannie zamaskował. - Może wreszcie coś się ruszy - pomyślał Orański i zaczał spokojniej myśleć o wszystkim.
W niedzielny poranek po skończonej Mszy przybył wreszcie goniec, który przywiózł list od ojca Maurycego. Orański wezwał adiutanta i kazał zebrać wojska. - Czas pokazać tym Tatarom, że z nami nie ma tak łatwo! - przemowił do wojska. - Musimy bronić Ojczyzny, która woła o pomoc! Ruszamy zatem! Wasi dowódcy wydadzą wam dyspozycje.
Wojsko wyruszyło najszybciej jak się dało. Między Winnicą a Berdyczowem rozgromiono duży oddział tatarski, który chciał złupić okoliczną wieś. Pojmano kilku jeńców, którzy mieli zostać przesłuchani...
Innym problemem był brak meldunków. Co niepokoiło Benedykta. - Podejrzana ta cisza - pomyślał sobie. Zawezwał dwóch najbardziej zaufanych ludzi - Pawła Machalicę i Janusza Napierskiego do zbadania tej sprawy. Mieli za zadanie rozejrzeć się po okolocy i popytać czy nie widziano jakiś gońców z wiadomościami. Po kilku dniach przybyli z raportem o likwidacji właścicela karczmy, który sprzedał się tatarom i otruwał gońcow zatrzymujących się tam. Znaleziono w jego schowku list od jednego z pułkowników tatarkich, który miał okazać w trakcie najazdu dla ocalenia życia oraz zaginione raporty. Za karczmą w dole leżały tupy otrutych gońców, które karczmarz starannie zamaskował. - Może wreszcie coś się ruszy - pomyślał Orański i zaczał spokojniej myśleć o wszystkim.
W niedzielny poranek po skończonej Mszy przybył wreszcie goniec, który przywiózł list od ojca Maurycego. Orański wezwał adiutanta i kazał zebrać wojska. - Czas pokazać tym Tatarom, że z nami nie ma tak łatwo! - przemowił do wojska. - Musimy bronić Ojczyzny, która woła o pomoc! Ruszamy zatem! Wasi dowódcy wydadzą wam dyspozycje.
Wojsko wyruszyło najszybciej jak się dało. Między Winnicą a Berdyczowem rozgromiono duży oddział tatarski, który chciał złupić okoliczną wieś. Pojmano kilku jeńców, którzy mieli zostać przesłuchani...